Kanały:
Wpisy
Komentarze

St Augustine, Floryda

W sierpniu zdecydowaliśmy się na wycieczkę do St. Augustine na Florydzie – najstarszego miasteczka w USA. Była to nasza ostatnia okazja na romantyczny wypad w dwójkę… bo w grudniu powinna być nas już trójka, czym jesteśmy zachwyceni! :)

Najbardziej chyba zaimponował nam piękny Flagler College (pokazany na fotografii poniżej) – tamtejsi studenci są szcześciarzami, bo college jest piękny . Oryginalnie był on wybudowany przez amerykańskiego przemysłowca, Henrego Flaglera, który miedzy innymi wybudował też kolej siegającą aż do West Palm Beach. Za jego zasługi nawet były plany nazwania po nim jednego ważnego miasta, jednak on odmówił i przekonał mieszkańców do użycia starej indiańskiej nazwy, Miami.

W St. Augustine jest mnóstwo galerii i muzeów, w których chętnie spędzaliśmy czas, szczególnie, że w naszym miasteczku mamy do podziwienia głównie przyrodę i tęskniliśmy za innego typu ‘rozrywkami’. Dużym plusem była dostępnośc wegetariańskich dań w większości restauracji, sklepików z czekoladkami i lodami (moje ulubione były z prażonym kokosem!). Jednym z romantyczniejszych obiadów był ten w Lightner’s museum, gdzie restauracja jest urządzona na dnie basenu, który wcześniej był jedną z atrakcji w tym uprzednim hotelu. Architektura była wspaniała, a dodatkowo mogliśmy posłuchać dźwięków klasycznej gitary na żywo… Jeśli chodzi o kuchnię, to w St Augustine bardzo polecam kubańskie kanapki, platany i innego typu  ’latynoskie’ specjaly, które mozna kupic po rozsądnej cenie. Popularna jest tam też kuchnia grecka, meksykańska a nawet i … polska, bo jest tam sporo Polaków. Niestety polska restauracja była sezonowo zamknięta – pewnie własciciele tez pojechali na wakacje.

Zatrzymaliśmy się w starym hoteliku z 1791 roku, St Francis Inn, ktory był idealnym wyborem na romantyczną wycieczkę. Każdego ranka kucharki przygotowywały dla nas wspaniałe naleśniki i inne specjały bez jajek, za to ze świeżymi owocami, oraz inne specjały, jak swieży sok z pomarańczy właśnie z Florydy. Wieczorem hotelik, a własciwie pokój gościnny (tzw Bed and Breakfast) serwowal przekaski i napoje – jedzenie też głównie wegetariańskie (jak swieze warzywa z dipami), a po poludniu slodycze, na ktore zwykle juz nie mielismy ochoty po wypadzie na czekoladki i lody, ale byly i slodycze bez jajek, co bylo dla nas luksusem, bo zwykle nikt o nas, biednym laktowegetarianach, nie pamieta. ;-)

W St. Augustine są piękne plaże, więc tez postanowiliśmy to wykorzystac. Nie wynajęlismy tym razem auta, bo w St. Augustine bylo ono praktycznie niepotrzebne, wiec zlapalismy taxi. Niestety poniewaz spodziewam sie dziecka, nie mogłam i nie chciałam długo wylegiwać się na słońcu, ale i tak warto było zobaczyc ocean i poczuc na stopach ciepłą wodę.

Zobaczyliśmy też latarnie w St Augustine, bo nasz hotel zapewnił darmowe bilety :)

Szczególną budowlą w St. Augustine jest też forteca Castillo de San Marcos, ktora była wybudowana przez Hiszpan w latach 1672-1695. Co ciekawe, do budowy zuzyto skamieniale muszle małż i caly ten fort byl pierwszym murowanym fortem w USA.

Bardzo romantycznym pomysłem była wyprawa prawdziwym statkiem masztowym, szkunerem, i zobaczenie miasta z innej perspektywy. Nigdy nie płynęłam tego typu statkiem, a kapitan – który był prawdziwym pasjonatem zeglowania – chętnie dzielił się swoją wiedzą i historiami.

A na koniec parę zdjęć wspaniałej architektury St. Augustine:

Floryda w Marcu

Chociaż wiosenna pogoda na południu USA była podobno w tym roku gorsza niż zwykle, zdecydowaliśmy się na odwiedzenie Florydy. Zobaczyliśmy kilka miast w Tampa Bay, włączając w to Tampę, Clearwater i St. Petersburg. Jak zwykle sporo czasu spędziliśmy w naturze, głównie na wyspie Honeymoon Island, rezerwat świetny do obserwacji ptaków (np. rybołów, bielik amerykański, różne gatunki mew, pelikany, piaskowiec, czaple) a także i innych zwierząt, jak pancernik, szop pracz, czy jaszczurki. To idealne miejsce dla wielbicieli przyrody !!!

Czytaj dalej »

Witaj w USA…

Pół roku temu zaczęliśmy się ubiegać o moją zieloną kartę. Proces kosztował sporo wysiłku, gdyż zdecydowaliśmy się wszystko zrobić bez prawników. Zgromadzenie dokumentów było czasochłonne, tym bardziej, że musiałam wykonać dodatkowe szczepienia, testy na parę chorób infekcyjnych i oczywiście informacje finansowe. W tamtym miesiącu pojechaliśmy do Memphis na końcową rozmowę, która poszła bez problemu, choć pan zadawał dużo szczegółowych pytań dotyczących historii naszego związku, prosił o zdjęcia, dowody wspólnej własności finansowej i kilka dokumentów. Zieloną kartę dostałam pocztą tydzień później wraz z informacjami o moich nowych obowiązkach i przywilejach oraz gratulacjami! Czytaj dalej »

Akcja Północ-Południe

Święta Bożego Narodzenia spędziliśmy u rodziny w Bostonie. Uwielbiam to miasto – moim zdaniem jest bardzo europejskie w porównaniu do innych miast USA. Ponieważ byliśmy już na północy zdecydowaliśmy się odwiedzić przyjaciół w Nowym Jorku – bardzo długo marzyłam już o tej wizycie i nie zawiodłam się pod żadnym względem.

Czytaj dalej »

72892914 Gdy pół roku temu mówiliśmy znajomym, że będzięmy się wyprowadzać na południe Stanów, niektórzy żartowali żebyśmy nie przekraczali granicy podwórek bo jeszcze nas ktoś zastrzeli. Nie brałam tego zbyt poważnie – spędziłam trochę czasu w Bostonie i tam nigdy nie widziałam u nikogo broni. Okazało się, że jednak Południe to inny świat…

Czytaj dalej »

Nowy Orlean – Dzielnica Francuska

W jeden z weekendów wybralismy sie do Nowego Orleanu. Znajomi ktorzy tam mieszkali przestrzegali nas przed strzelaninami – w samochodzie znalezli raz nawet dziure po kuli. Inny znajomy mowil ze bez broni to by tam nie jechal. Ale poniewaz jechalismy do turystycznej czesci miasta, bron i kamizelki kuloodporne nie byly konieczne ;-) Po prostu wystarczy byc uwaznym i nie wpakowywac sie w nieoswietlone dzielnice gdzie nikogo nie ma. Najgroźniejszy moment z wycieczki był gdy w drodze powrotnej zasnęłam przy kierownicy, jadąc z prędkością 120 km/godzinę – niestety 5-6 godzin jazdy w jedną stronę było wykańczające. Oto widok na Nowy Orlean – dzielnice biznesowa – zdjecie robione z autostrady.

New Orleans-business centre

New Orleans - dzielnica biznesowa

Czytaj dalej »

Aligator w Parku Noxubee

noxubee

Park Noxubee okazał się naszym ulubionym miejscem weekendowych wypraw – cóż, to w końcu jedna z najbliższych atrakcji. Mieliśmy ciężki start tu w Mississippi i praktycznie co trzeci czy czwarty dzień pojawia się nowy problem, z którym trzeba było się uporać, jak np kradzież nowego komputera, systemu GPS i paszportu z samochodu, problemy administracyjne, oszustwo ze strony firmy przewoźniczej itd.. Generalnie straciliśmy sporo pieniędzy i energii podczas tego okresu przejściowego i nawet nie wiem czy pisać o tym w czasie przeszłym, bo przecież ciągle może się coś przydarzyć w tym tygodniu… W każdym razie każda wizyta w parku Noxubee bardzo nam pomaga. W centrum turystycznym w tym parku zawsze spotykamy parę staruszków, którzy jako wolontariusze pomagają w Parku. Niesamowite poznać życie emerytowanego naukowca, który pracował dla armii itd i przenosił się z miejsca na miejsce. Lubię starszych ludzi – bije od nich mądrość życiowa. Spytaliśmy też ich gdzie można spotkać tu aligatory – podobno nie jest łatwe przewidzenie gdzie będą danego dnia….

Czytaj dalej »

DSC02950 Parę tygodni temu zaproponowałam mężowi, że w ramach mojej praktyki jazdy na amerykańskich autostradach zawiozę nas do narodowego parku znajdującego się jakieś 40 minut jazdy od naszego domu. Park Narodowy nazywa się Noxubee National Wildlife Refuge i jest siedliskiem wielu interesujących ptaków, jak Bielik amerykański – symbol USA. Z języka indiańskiego plemienia Choctaw, które zamieszkiwało te rejony, słowo ‘nakshobi‘ oznacza ‘śmierdzieć’. Nie jesteśmy pewni skąd taki akurat nieszczęśliwy wybór nazwy – my nie napotkaliśmy tam niczego śmierdzącego…

Czytaj dalej »

hummingbirdJuż parę dni po wprowadzeniu się kupiliśmy karmnik dla kolibrów i parę roślin czerwonej szałwii. Wiem że ptaki te uwielbiają kolor czerwony, który jest dla nim sygnałem: ‘jedzenie!’. Kilka biednych kolibrów z desperacji latało wokół czerwonej plastikowej klamry na połączeniu telefonicznym, sądząc że to jedzenie i próbując dziobem znaleźć źródło nektaru. Wyglądało to zabawnie, ale zrobiło nam się przykro – niestety dookoła nas ludzie nie mają wielu kwiatów, których nektarem żywią się kolibry i w rezultacie ptaki szukają jedzenia w każdym możliwym miejscu. Region w którym mieszkamy jest chętnie zamieszkiwany przez kolibry i organizuje się tu nawet święta kolibrów wyruszających na coroczną migrację do Meksyku – wiele z tych maluszków przelatuje dystans 500 mil!

Czytaj dalej »

DSC02775

Wyjechaliśmy z Parku De Soto dopiero po 6 rano, zostawiając za sobą tak park, jak i pobliskie miasteczko, w którym ludzie wyprzedawali stare rzeczy wprost ze swoich podwórek (zdjęcie obok). Na szczęście niektórzy sprzedawcy już tak wcześnie się rozkładali, ponieważ musieliśmy znów spytać o wskazówki. Pan, który nam pomógł był bardzo miły i zainteresował się moim akcentem, jak większość osób tu na południu. Może nieczęsto słyszą akcent cudzoziemców? Na nieszczęście po kilku godzinach jazdy zorientowaliśmy się że mąż zostawił na kempingu swoje korale medytacyjne… nie mogliśmy już po nie wrócić, ale na szczęście te nie były jego koralami z inicjacji, czyli tymi szczególnymi. Zrobiliśmy tylko mały przystanek na kawę w Birmingham, AL. Już o godzinie 8 rano doświadczyliśmy tam gorąca i szybko schowaliśmy się do samochodu.

Wraz z każdym kilometrem mnożyła się ilość tanich sklepów ‘Dollar’, gdzie – jak nazwa wskazuje –  wszystko kosztuje jednego dolara, a także ilość reklam kościołow i napisów w stylu ‘Niebo lub Piekło – wybór należy do ciebie’, ‘Jezus cię kocha’, ‘Jezus nadchodzi’, ‘Tylko Jezus cię wyzwoli’ itd.. Przewidywało to styl życia jaki napotkamy w Mississippi…

Czytaj dalej »

Starsze pozycje »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.